„Zaraz, przecież na wyspie Dobo nie ma żaanyc pieniędzy w użyciu Oczywiście. Toteż i kupcy chińscy posługują się wymianą typu „towar za towar". Poławiacze mają przecież swoje potrzeby. Muszą mieć stalowe narzędzia do czyszczenia złowionych małży, potrzebują porządnych noży, gwoździ do spajania kabłąków prahu (zapomnieli już zupełnie pięknej sztuki pasowania klinów, w której celowali niegdyś ich przodkowie), tkanin na przepaski, mocnych nici. A także alkoholu przeciw rekinom. Chińczycy dostarczali im to wszystko, ale po jakich cenach! Na przykład za litr whisky, który w Singapurze kosztował pięć dolarów, kazali sobie płacić siedemdziesiąt dolarów. Ograbiali więc tych nieszczęsnych ludzi podwójnie na tym, co od nich kupowali i na tym, co im sprzedawali. I jeszcze do tego oszukiwali przy rachunkach. Ponieważ nikt tutaj nie posługuje się pieniędzmi, a ze sztuką liczenia też jest nie najlepiej, więc kupcy wiążą węzełki na długich rzemieniach, kiedy „płacą" i rozwiązują je, kiedy „sprzedają".
A perły Otóż właśnie. Chińczycy od niepamiętnych czasów utrzymywali poławiaczy w przeświadczeniu, że perły nie mają żadnej wartości. Owszem, powiadali wyspiarzom, chętnie je weźmiemy na zabawki dla naszych dzieci, ale te kolorowe kamyczki możecie nam dołożyć za darmo. Tylko szukajcie ich pilnie, bo nasze dzieci zawsze się dopominają o te prezenty. W ten sposób Chińczycy albo całkiem darmo albo za jakieś symboliczne grosze raz po raz wywożą stąd, nieraz do dziś, bezcenne perły, które po oszlifowaniu kosztują nawet po kilkadziesiąt dolarów za sztukę. Oczywiście, nie na wszystkich wyspach mogło się to powieść, ale tutaj kupcy z Tajwanu przez dziesiątki lat byli właściwie bezkarni. Dopiero ostatnio zaczynają kupować perły na tej samej zasadzie, co muszle perłopława. Ale tą też nie na każdej wyspie.“(8)
Zakłady Bukmacherskie |Ulotki |Trójmiasto